WASZYNGTON — Amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) wyjaśniła w czwartek, że insider trading będzie odtąd ścigany wyłącznie wtedy, gdy trader w sposób oczywisty „jest w tym beznadziejny”, formalizując politykę, którą uczestnicy rynku określili jako dawno spóźnione skodyfikowanie rzeczywistości.
Zaktualizowany podręcznik egzekwowania definiuje ścigane transakcje jako te, w których oskarżony „nie zdołał przekroczyć podstawowego progu zysku lub, co gorsza, stracił pieniądze, mimo że posiadał istotne informacje niepubliczne”. Transakcje przynoszące ponad 2 miliony dolarów nielegalnych zysków zostaną przeklasyfikowane jako „intuicja rynkowa” i pozostawione bez konsekwencji, pod warunkiem że sprawca posiadał terminal Bloomberga i emanował pewnością siebie.
„Nie możemy ścigać każdego kongresmena, który pokonuje indeks S&P 500 o czterdzieści punktów” – powiedział na briefingu Marcus Lin, dyrektor ds. egzekwowania SEC. „Ale facet, który dostał gorącą wskazówkę o fuzji i mimo to spanikował, sprzedając ze stratą? To przestępstwo, które możemy udowodnić przed ławą przysięgłych, bo przysięgli poczują się urażeni tą niekompetencją”.
Polityka już zdobyła uznanie inwestorów instytucjonalnych, kilku amerykańskich senatorów oraz każdego, kto rozumie, że prawdziwą zbrodnią na Wall Street nigdy nie było oszukiwanie, ale bycie na tyle nieokrzesanym, żeby dać się na tym przyłapać w tak nieudolny sposób.
„Słuchajcie, zarządzający portfelem w dużym funduszu, który dokonuje idealnie wyczutej w czasie transakcji opcjami dzień przed przejęciem, to po prostu sprytny gracz czytający między wierszami. Ale analityk średniego szczebla, który wykorzystuje informacje od kuzyna, żeby zarobić marne jedenaście tysięcy dolarów? To jest jasne, karalne naruszenie przepisów o papierach wartościowych, bo to żenujące dla wszystkich zaangażowanych”.



